Cena nie gra roli!

    Na początku chyba musze podziękować pewnej Pani za to, że wrzuciła mi pomysł do głowy. Później sama potrzebowała zaprowadzenia się w odpowiednie miejsce, ale dałyśmy rade i jak typowe baby po wydaniu pieniędzy uznałyśmy, ze nawet deszczowy dzień jest piękny.


    Ela- osoba, która jest ode mnie starsza rok, a o makijażu wie tyle co ja o kuchni japońskiej. Podstawy. Pewnego dnia postanowiła zmienić coś w swoim życiu-podkład.
   Ja-osoba, która próbowała wielu rzeczy do swojej twarzy, ale ze względu na DOSKONAŁĄ MIESZANKĘ genów i szaleństwo hormonów zawsze wracałam do jakiś tanich kremów BB, po których twarz świeciła mi się jak sami wiecie co.
   Ela pewnego dnia rzuciła pomysł : chcę iśc do Mac'a, pani mi tam dobierze podkład i go kupie. W piękną, deszczową (jak na Londyn przystało) sobotę po zmianie Eli postanowiłam, że to dziś. I męczyłam jej dupę, mimo, że czekałyśmy na znajomego (żeby wypić drinka i poplotkować- o Eli:D),żeby iść do...MAC'a. Ja z natury jestem głodna. Lubię jeść, nawet jak nie czuje głodu to i tak lubię jeść.Tyle powtarzałam Eli 'No chodź teraz do tego Mac'a, przecież jest za rogiem!', że Ela w końcu wrzasneła : a daleko ten McDonald?!  I nastąpiło coś nieoczekiwanego: JA NIE MYŚLAŁAM O JEDZENIU!

   bla bla bla bla bla jaka nudna historia, jezu komu chce się ją czytać... bla bla bla głupie baby


Ogólnie należę do tych 85% kobiet na świecie- mam problemy z cerą. Ogólnie wszytko co w rodzinie złe to dzieje się mi. Druga ospa w życiu ( no czekam na fale wszystkich GOOGLE'owych doktorów, ze niemożliwe!), hormony nie tak jak trzeba, nagła susz na twarzy, albo świecące sie np poliki... Wszystko czego tylko się nie spodziewam. Podbierałam czasem podkłady od mamy, ale ja jestem ta koloru mąki, a mama ma kolory jak człowiek. Więc kiepsko. Próbowałam róznych marek, lekarskich zaleceń. NIC. Zawsze wracałam do kremów BB i zawsze twarz mi się świeciła, a jak nałożyłam puder to pokutowałam 2tyg.
Postawiłam na wyższą półkę. Zaszalałam.  Kupiłam 'super, lekki, zakrywający' podkład. Brakowało mu tylko fajerwerek i różowego złota jak opisywała go Pani ekspedientka. Dior Airflash,  bo o nim mowa, miał się sprawdzić genialnie przy kazdym type skóry, nawet koloru mąki z codziennymi zmianami cery.


 Zapłaciłam za niego więcej, niż zazwyczaj, serce bolało mnie przez tydzień, kolejny tydzień chodziłam wkur*ona, że gówno lepiej wyglądałoby na twarzy, niż ten podkład. Ale takie uroki pewnie mojej twarzy.  Robiła mi się super maska, ukazywał wszyskie moje niedoskonałe detale, bardzo szybko się zmywał czy cokolwiek, pozostawiał na skórze efekty skorupy(?) i niewilżał tak jak mi obiecała Pani. Na bank musiała po prostu opchnąc, a ja byłam bardzo naiwna. No nic. Do oddania Mamusi.

Kolejny był Mac, ale czemu ja byłam taka głupia i kupiłam w tym samym sklepie co ten poprzedni...?? Jezuuuu. Pani (inna!) obiecała mi, że po tym będe wyglądać jak Angelina Jolie, ale z mniejszymi ustami. Że piękna cera, że zakryje niedoskonałości, że nada zdrowy wygląd i poprawi kondycje (nie dodawali karnetu na siłkę... a szkoda, bo chyba to miała na myśli). Kolejne pieniądze wydane w błoto. Moja cera była jeszcze bardziej sucha, podkład to jeszcze bardziej uwidoczniał (profesjonaliści...używam kremu do twarzy, nawilżam:D), długo się trzymał na twarzy, nie w niektórych miejscach, robił mi plamy.... ekstra. Już myślałam, że zwątpie w tą markę, serio.

 

Poszłam więc z Ela, powiedziałam Pani co mi jest, jak u psychologa... Powiedziałam nawet o poprzednim produkcie z Maca, a Pani mi powiedziała, że to jest to cery tłustej... -,- na bank ta poprzednia Pani chciała mnie wysuszyć na wiór. Na bank!  Więc przemiła Pani dobrała mi super podkład, pokazała różnicę między tym NOWYM, a poprzednikiem. Powiedziała, że nie kryje tak jak ten poprzedni, ale to jest podkład, który moja skóra polubi jak ja jedzenie.

 



   
Ja jednak polubiłam MAC'a, bo pewnie trafiłam na osobę, która miała pojęcie, o tym co sprzedaje, a to jest cholernie ważne...
Znam nawet osobę, która pracowała w restauracji i nie wiedziała czy wino na ich liście jest białe czy czerwone....
Więc cholernie jest ważna wiedza o czymś, z czym obcujemy na codzień. Dlatego zabieram się teraz za jedzenie... :D


ostatni był najtańszy, a okazał się najlepszym.
najgorsze jest to, że wielu ludzi jeszcze wszystko postrzega przez pryzmat kosztu danego produktu... że niby im droższe tym lepsze. DUPA! wszystko zależy od upodobań i tego czego tak naprawdę potrzebujemy. jasne, że jedzenie w droższej restauracji może być lepsze, niż w małej knajpie.. ale jedzenia w to nie mieszajmy, ono nie jest niczemu winne....


Komentarze

  1. Cena nie gra roli - jakbym chciała wypowiedzieć te słowa wchodząc do markowego butiku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrób odwrotnie! wejdź do butików z odzieżą z nieznanymi markami, jeżeli coś jest łaaał to wtedy powiedz, że cena nie gra roli- to,że jest tańsze nie oznacza, że gorsze ;) tak czy siak chyba z ceną na wierzchu nie chodzisz :D pozdrawiam!

      Usuń

Prześlij komentarz


;)

Weeeeelcome!

Since I remember, I have served as a useful source to those seeking inspiration, help, or advice. As a teenager, I finally decided to own that role and be intentional about it. I started writing about my passions, my thoughts, and curious wonderings about our society. After years I founded My Key in life with a mission to give others a taste of what goes on in my mind and way to share with community.

Popularne posty